Inkrementalność w marketingu e-commerce — jak sprawdzić, czy kampanie reklamowe realnie zwiększają sprzedaż. Newsletter .moreletter od MTA Digital

Inkrementalność w marketingu. Co się stanie, jak wyłączysz kampanię?

Czyli krótki przewodnik po inkrementalności dla każdego, kto wydaje pieniądze na marketing
.more letter

Odpalasz nową kampanię reklamową. W tym samym tygodniu sprzedaż w sklepie rośnie o 30%. Pierwsza myśl? Działa! Robi robotę! 🎉

A teraz pomyśl chwilę. W tym samym tygodniu mogło wydarzyć się dużo innych rzeczy: może była ładna pogoda, może konkurencja miała problemy z dostawą, a może coś poszło viralem w organicu. Która z nich faktycznie spowodowała wzrost? Trudno powiedzieć. I tu pojawia się pytanie, na które żaden panel reklamowy nigdy sam nie odpowie: Co tak naprawdę zadziałało? A co stałoby się i bez tej kampanii?

Cześć, tu Piotrek z MTA Digital 👋 Witam w świecie inkrementalności – krainie pytań, które każdy e-commerce powinien sobie zadać, zanim wyda kolejną złotówkę na reklamę. Słowo brzmi groźnie, nie znajdziesz go nawet w słowniku języka polskiego (true story,sprawdziłem), ale to po prostu jedno proste pytanie. Pytanie, które przesądza o tym, czy marketing naprawdę zarabia, czy tylko tak się wydaje.

Od razu uczciwie: inkrementalność to temat techniczny i złożony. Można by o nim napisać potężny ebook (i może kiedyś to zrobimy). W tym odcinku nie chodzi jednak o to, żeby zrobić z Ciebie analityka ani zalać modelami statystycznymi. Chodzi o coś prostszego, ale i ważniejszego: żeby zacząć zadawać sobie odpowiednie pytania. Bo to one, a nie kolejne narzędzia, zwykle robią największą różnicę.

A te pytania warto sobie zadać już teraz. Bo niedługo wakacje, kampanie zostaną i będą dalej wydawać budżet pod Twoją nieobecność. Dobry moment, żeby sprawdzić, czy faktycznie pracują.

Czego dowiesz się z tego odcinka?

  • Czym jest inkrementalność w digital marketingu
  • Dlaczego panele reklamowe pokazują tylko połowę prawdy o skuteczności kampanii
  • Jak odróżnić sprzedaż, którą faktycznie wygenerowała kampania, od tej, którą i tak byś miał
  • Trzy pytania, które uczą inkrementalnego myślenia
  • Cztery poziomy mierzenia inkrementalności — i który z nich pasuje do Twojego biznesu
  • Trzy konkretne rzeczy, które możesz zrobić już w przyszłym tygodniu

Czym jest inkremetnalność?

🤖 Panele reklamowe mówią Ci tylko połowę prawdy

Umówmy się, biznes is biznes, a zysk musi się zgadzać. To normalne, że każda platforma reklamowa pokazuje wyniki tak, żeby zachęcić do zwiększania budżetu właśnie u siebie. To nie tajna loża Iluminatów – to po prostu sposób, w jaki działa biznes reklamowy. I dlatego:

🤡 Google nigdy nie powie, że Google nie działa

🤡 Meta nigdy nie pokaże, że Meta jest zbędna

🤡 TikTok, Pinterest, Bing – żadna z tych platform nie zasugeruje, że lepiej iść z budżetem gdzie indziej

 

Mem z Dr House "everybody lies" — metafora tego, że panele reklamowe nie pokazują pełnej prawdy o skuteczności kampanii
Kadr z serialu „Dr House” (House M.D.), © Universal Network Television. Źródło grafiki: tvgag.com

 

Każda z nich jest wyspecjalizowana w przypisywaniu sobie sprzedaży, której tylko dotknęła w jakikolwiek sposób. Tymczasem klient w e-commerce nie kupuje liniowo.

Może: → zobaczyć reklamę na Instagramie, → wpisać nazwę sklepu w Google, → otworzyć newsletter, → zapomnieć, → wrócić za tydzień przez Allegro → i dopiero wtedy kupić. Która z platform „zrobiła” tę sprzedaż? Każda zaliczy sobie zasługę, jeśli tylko zdąży ją dotknąć.

Efekt? Patrzenie w panel jednej platformy działa trochę jak licznik kroków w smartwatchu, który zalicza dziesięć tysięcy kroków, kiedy jedziesz autem po wybojach. Liczby się zgadzają. Ruchu nie ma.

I właśnie z tej luki rodzi się pytanie, którym dziś się zajmujemy.

 

🤔 Inkrementalność, czyli jedno proste pytanie

W słowniku języka polskiego nie znajdziesz słowa „inkrementalność”. I nie – to nie jest jakieś trudne słowo do straszenia ludzi na konferencjach marketingowych. To zapożyczenie z angielskiego incrementality, czyli „przyrostowości” – tego, co dodatkowo dorzuca się do całości. W marketingowej praktyce za tym pojęciem kryje się jedno proste pytanie:

„Czy ten wydatek realnie dorzuca mojemu biznesowi sprzedaż, której bez niego by nie było?”

Albo, jeśli wolisz krócej: „Co by się stało, gdybym tego nie robił?”.

I to jest pytanie, którego większość e-commerce’ów nigdy sobie nie zadaje. Bo w panelu reklamowym wszystko się zgadza, więc po co kombinować.

Tylko że są dwie różne sprzedaże, które łatwo ze sobą pomylić:

🪞 Sprzedaż przypisana: co panel zalicza sobie na konto („ten klient kliknął moją reklamę, więc to ja go zrobiłem”)

🎯 Sprzedaż wygenerowana: to, co kampania naprawdę dorzuciła. Sprzedaż, której bez niej by nie było

I to jest cała różnica. Bo bez tego pytania decyzje budżetowe podejmuje się trochę na ślepo. Widzisz kampanię z dobrym ROAS-em, dokładasz budżetu. Inna ma słaby, więc ją tniesz. A potem okazuje się, że ta wycięta była tą jedyną, która naprawdę przyciągała nowych klientów. I po dwóch miesiącach sprzedaż w całym biznesie zaczyna chrupać, mimo że na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało rozsądnie. 🥲

 

👉 Inkrementalność to nie kolejna metryka do tabelki. To sposób myślenia, który chroni przed wycinaniem rzeczy, które naprawdę pracują – i przed dosypywaniem pieniędzy do tych, które tylko udają, że pracują.

 

Trzy pytania, które uczą inkrementalnego myślenia

W idealnym świecie każdy e-commerce miałby zespół analityków, ogrom drogich narzędzi, ogromne budżety na kampanie, które można sobie wycinać kiedy się chce, no i pieski w biurze (bez związku, ale kochamy pieski 🐶). W rzeczywistości jest trochę inaczej, a sprawdzenie inkrementalności konkretnej kampanii w pojedynczej platformie to często naprawdę techniczny temat.

Ale dobra wiadomość jest taka, że myślenie inkrementalne można zacząć już dziś, nawet jak się nie jest w idealnym świecie (bo kto jest?). W idealnym świecie każdy jest mądry, a poza instagramową rzeczywistością trzeba umieć radzić sobie z tym, co się ma. 💪

Na start wystarczą trzy pytania. Działają dla każdego kanału, niezależnie czy to Google Ads, Meta, SEO, mailing czy afiliacja.

🤷 1. Czy ta sprzedaż wydarzyłaby się bez tej kampanii?

To najważniejsze pytanie i jednocześnie to, na które najtrudniej spojrzeć uczciwie.

Klasyczny scenariusz: ktoś wpisuje w Google nazwę Twojej firmy. Twoja reklama brandowa pokazuje się jako pierwsza, klient klika, kupuje. Panel pokazuje ROAS jak marzenie. Tylko że ten ktoś szukał Cię już z nazwy – pierwszy wynik organiczny też kieruje na Twoją stronę, więc kliknąłby ją sekundę później. A Ty właśnie zapłaciłeś za kliknięcie, które miałeś za darmo.

Źródło: mem autorstwa GuidedPPC, na podstawie dokumentu „Beckham” (Netflix, 2023)

Mem z Beckhamami o agencjach Google Ads — 7x ROAS, z czego 80% to kampanie brandowe na własną markę
Źródło: mem autorstwa GuidedPPC, na podstawie dokumentu „Beckham” (Netflix, 2023)

Inny scenariusz: agencja SEO co miesiąc raportuje wzrost ruchu organicznego o 40%. Wykresy idą w górę. Jest radość, bo wszystko pięknie działa. Tylko że ten ruch to ludzie szukający „czy mój pies może jeść truskawki”, a sklep sprzedaje akcesoria dla psów. Ruchu mnóstwo, sprzedaży zero.

 

👉 W obu przypadkach to ta sama pułapka: kampania albo kanał, który zalicza sobie sprzedaż lub ruch, którego biznes i tak by miał.

 

🆕 2. Czy ta kampania przyciąga nowych klientów, czy obsługuje tych, których już mam?

Każdy kanał gra inną rolę w lejku. Jedne budują świadomość u ludzi, którzy Cię jeszcze nie znają. Inne łapią sprzedaż u tych, którzy już chcą kupić. To zupełnie inne mechanizmy i zupełnie inna inkrementalność.

Klasyczny przykład: marka z długą ścieżką zakupową (produkty premium, B2B, usługi z wysoką wartością koszyka) reklamuje się w Meta. Lecą leady, ale słabej jakości. Sprzedaż mówi: „spam, wyłączcie to”. Wycinasz, przerzucasz budżet w Google. I po dwóch miesiącach okazuje się, że Google przestaje dowozić – bo to Meta wprowadzała brand w świadomość klientów, a Google tylko łapało ich, kiedy już chcieli kupić.

Mocna pointa: bez tego kanału, który wyglądał słabo w panelu, drugi kanał – ten, który wyglądał świetnie – przestał działać.

 

👉 Kanał, który buduje, często wygląda gorzej w panelu niż kanał, który łapie. To nie znaczy, że jest gorszy. To znaczy, że ma inną rolę.

Odblokuj cały tekst

Zapisz się do .more lettera i bądź na bieżąco!

    📈 3. Czy mój biznes faktycznie rośnie, czy tylko panel mi rośnie?

    Brzmi banalnie, ale to pytanie najczęściej kończy się niewygodną odpowiedzią. Bo można mieć kampanie z ROAS-em 8.0 w panelu, świetne wykresy w raportach miesięcznych, zadowolone agencje i biznes, który stoi w miejscu.

    Powód jest prosty: panel reklamowy to wycinek, nie całość. Całość siedzi w sklepie, CRM-ie, na koncie bankowym.

    Druga rzecz, o której łatwo zapomnieć: panel pokazuje przychód, nie zysk. A między tymi dwiema rzeczami siedzi cała ekonomia Twojego biznesu: marża, koszty dostawy, zwroty, rabaty, prowizje płatnicze, opłaty marketplace, obsługa klienta. Kampania może mieć cudowny ROAS i jednocześnie dokładać do interesu, jeśli sprzedaje produkty o niskiej marży albo skaluje sprzedaż, której obsługa pochłania cały zysk.

    Najprostszy sposób, żeby zacząć to mierzyć: notować co tydzień przychód firmy obok łącznych wydatków na marketing. Po miesiącu widać trend. Po kwartale – rzeczywistość.

     

    👉 Patrz na biznes, nie na platformę. Bo to biznes płaci rachunki, nie panel.

     

    Jak mierzyć inkrementalność?

    Inkrementalność można mierzyć na kilka sposobów. Od najprostszych obserwacji, które każdy może robić u siebie, po zaawansowane modele statystyczne, których używają największe firmy na rynku. Im wyżej, tym bardziej pewne odpowiedzi, ale też tym większy budżet, więcej danych i więcej technicznego know-how trzeba mieć w rękach.

    Cztery poziomy zaawansowania: od poziomu 0, na którym wystarczy zdrowy rozsądek, po triangulację, którą stosują firmy z zespołem analityków na pokładzie. Każdy ma swoje miejsce. I dla każdego biznesu inny poziom będzie tym właściwym.

     

    🛞 Poziom 0: „Koło zamachowe”

    Dla biznesów, które dopiero zaczynają z wieloma kanałami. Odpalasz jeden kanał na sensownym budżecie i patrzysz na biznes zero-jedynkowo: sprzedaż rośnie czy nie. Jeśli rośnie – dokładasz drugi. Jeśli stoi – znak, że ten kanał łapie tych samych ludzi, których łapie inny.

    Przy 2-3 kanałach metoda przestaje dawać jednoznaczne odpowiedzi (kanały zaczynają się przenikać). Ale na start jest świetna – i nic nie kosztuje.

    • 🎯 Co daje: ogólny kierunek – czy nowy kanał coś dorzuca, czy nie
    • 👤 Dla kogo: dla każdego, kto zaczyna albo ma 1-2 kanały
    • 💰 Koszt: zero. Wystarczy spreadsheet.

     

    🔬 Poziom 1: Multi-Touch Attribution

    Pierwszy poziom z narzędziami. Northbeam, Triple Whale i podobne łączą dane ze wszystkich kanałów w jedną wspólną mapę – zamiast patrzeć osobno na panel Google, panel Mety i GA4. Pokazują pełne ścieżki klientów: gdzie zobaczyli reklamę po raz pierwszy, którędy szli, w którym momencie kupili.

    • 🎯 Co daje: sprawiedliwsza atrybucja niż w pojedynczych panelach + obraz, jak klient naprawdę przechodzi przez Twoje kanały
    • 👤 Dla kogo: firmy z ustabilizowanym media miksem (3+ kanały), które chcą podejmować decyzje na codziennej podstawie
    • 💰 Koszt: subskrypcja narzędzia (kilkaset do kilku tysięcy złotych miesięcznie, zależnie od skali)

     

    🎯 Poziom 2: Test geo holdout

    Metoda zbliżona do naukowej. Dzielisz kraj (albo region) na grupę z reklamą i grupę bez, porównujesz sprzedaż. Różnica to inkrementalność. Wymaga skali i budżetu – dla małego sklepu nie zadziała.

    Dobra wiadomość: na platformach reklamowych istnieją uproszczone wersje tego testu. W Google Ads to Conversion Lift (test wzrostu konwersji), w Mecie – Lift Studies. Można z nich korzystać bez dodatkowych narzędzi.

    • 🎯 Co daje: zero-jedynkową odpowiedź na pytanie „czy ten kanał jest inkrementalny”
    • 👤 Dla kogo: firmy wydające dziesiątki tysięcy miesięcznie na pojedynczy kanał, z odpowiednią skalą sprzedaży
    • 💰 Koszt: uproszczone wersje na platformach, za darmo. Profesjonalne narzędzia (np. Haus) – od kilku tysięcy dolarów miesięcznie

     

    🧮 Poziom 3: Media Mix Modeling (MMM)

    Najwyższy poziom wtajemniczenia. Model statystyczny na danych z dwóch lat, pokazuje wkład każdego kanału z określonym poziomem niepewności (czyli nie „dokładnie tyle”, tylko „prawdopodobnie w tym zakresie”). Narzędzie do decyzji strategicznych, nie do optymalizacji pojedynczej kampanii.

    • 🎯 Co daje: strategiczny obraz – który kanał ile dorzuca w skali roku, kiedy przestaje pracować dodatkowy budżet, jak rozłożyć inwestycje na następny rok
    • 👤 Dla kogo: duże firmy z minimum 2 latami spójnych danych i realnym budżetem rozłożonym na wiele kanałów
    • 💰 Koszt: od kilkudziesięciu tysięcy złotych (gotowe narzędzia + ewentualnie wsparcie analityka albo agencji od MMM)

     

    🏆 Poziom 4: Triangulacja

    A jak robią to najbardziej zaawansowani? W dojrzałych firmach łączy się trzy z tych metod naraz. To się nazywa triangulacja i daje obraz, którego żadna pojedyncza warstwa nie da. Ale to cel, nie punkt startu.

    Większość polskich biznesów byłaby dziś bogatsza, gdyby zrobiła uczciwie poziom 0 – patrząc na efekty w skali biznesu, a nie tylko w panelu.

     

    🆓 A co masz za darmo?

    Zanim zaczniesz patrzeć na płatne narzędzia, zajrzyj do Google Analytics 4. Raporty atrybucji, ścieżki konwersji, konwersje wspomagane. Nie zastąpi testu geo holdout, ale daje dużo lepszy obraz niż patrzenie tylko w jeden panel.

     

    ✅ Co możesz zrobić już w przyszłym tygodniu

    Niezależnie od tego, na jakim jesteś poziomie, są trzy rzeczy, które realnie zmienią sposób, w jaki patrzysz na swój marketing. I które da się zrobić bez większych nakładów:

    📊 Załóż prosty arkusz z przychodem firmy obok wydatków na marketing – aktualizuj raz w tygodniu. Po miesiącu zobaczysz trend, którego dziś nie widzisz.

    🤔 Przy każdej kampanii zadaj sobie te trzy pytania z tego odcinka – „czy ta sprzedaż wydarzyłaby się bez niej?”, „czy przyciąga nowych, czy obsługuje istniejących?”, „czy biznes naprawdę rośnie?”. Im więcej razy odpowiedź brzmi „nie wiem”, tym więcej jest do roboty.

    🗣️ Porozmawiaj z agencją albo zespołem zanim cokolwiek wyłączysz. Inkrementalność to nie zabawa, w której eksperymentuje się na żywym koncie reklamowym. Lepiej zacząć od rozmowy o tym, jak mierzycie, na co patrzycie i czy macie wspólne rozumienie tego, co znaczy „kampania działa”.

     

    Mem z psem w okularach w laboratorium "I have no idea what I'm doing" — jak większość e-commerce'ów podchodzi do mierzenia inkrementalności kampanii
    Źródło: mem „Chemistry Dog”, klasyk internetowej kultury (ok. 2010)

     

    👉 Inkrementalność to nie projekt na jeden tydzień. To sposób myślenia, który warto włączać przy każdej większej decyzji budżetowej.

     

    Potrzebujesz wsparcia?

    Chcesz zacząć patrzeć na swój marketing przez pryzmat inkrementalności, ale nie wiesz, od czego zacząć?

      You can efficiently run out of business

      Z mojej perspektywy najtrudniejsze w inkrementalności nie jest samo mierzenie. Trudne jest zadawanie pytań, na które możesz nie chcieć usłyszeć odpowiedzi.

      Bo łatwiej jest patrzeć w panel i widzieć ROAS 8.0. Trudniej jest wyłączyć kampanię i sprawdzić, czy biznes na tym ucierpiał. A jak ujął to ktoś mądrzejszy ode mnie: you can efficiently run out of business – można bardzo efektywnie zbankrutować, z pięknymi metrykami w panelu do samego końca. 🥲

      Zaciekawił Cię temat inkrementalności?

      Obejrzyj odcinek naszego kanału „Let’s Talk E-commerce”. Rozmawiamy o czymś, o czym mało kto w branży mówi głośno: o sytuacji, w której wyniki wyglądają dobrze, ale nie dowożą solidnego wzrostu. O tym, dlaczego atrybucja potrafi nas oszukać – i jak testy inkrementalności odsłaniają prawdziwy wpływ reklamy na sprzedaż.

      Czas na Twój brand – kliknij i zacznijmy działać razem

      Umów bezpłatną konsultację
      Zdjęcie przedstawia Agnieszkę Rapacz z zespołu MTA Digital. Agnieszka stoi na wprost aparatu, uśmiecha się, ma jasnobrązowe włosy do ramion i nosi czarną bluzkę oraz delikatny naszyjnik. Na jej lewym przedramieniu widoczny jest tatuaż. Tło zostało wycięte – postać umieszczona jest na przezroczystym tle, co nadaje zdjęciu nowoczesny, profesjonalny charakter.