
Zapytałem AI o lodówkę, wyszedł odcinek o SEO.
Przypomnij sobie ostatni większy zakup. Lodówka, buty do biegania, cokolwiek od kilkuset złotych w górę. Od czego zaczynasz?
Jeśli od wpisania nazwy produktu w Google i kliknięcia w pierwszy wynik, to gratulacje, jesteś już w mniejszości. Bo dziś ta ścieżka wygląda raczej tak: najpierw pytanie do LLM-a, żeby w ogóle ustalić, na co zwracać uwagę. Potem TikTok albo Instagram, żeby zobaczyć produkt w akcji i przeczytać, co piszą ludzie w komentarzach. Gdzieś po drodze YouTube i twórca, któremu się ufa. A Google? Google jest na samym końcu. Nie po to, żeby się czegoś dowiedzieć, tylko po to, żeby ustalić, gdzie to kupić.
I w tym momencie branża po raz kolejny wystawia ten sam akt zgonu: SEO umarło. 🪦 Nie umarło. Ma się dobrze. Po prostu przestało być tym, za co przez lata je braliśmy.
Cześć, tu Mateusz z MTA Digital 👋 Zajmuję się SEO na co dzień, więc mam trochę alergii na oba skrajne obozy: i na tych, którzy ogłaszają koniec świata co drugi update, i na tych, którzy sprzedają „widoczność w AI” jako zupełnie nową usługę z zupełnie nowym cennikiem. Prawda jest mniej efektowna i dużo bardziej użyteczna. Fundament się nie zmienił. Zmieniło się to, gdzie ten fundament pracuje i po czym poznasz, że pracuje dobrze 👀
Czego dowiesz się z tego odcinka?
- dlaczego ścieżka zakupowa zaczyna się dziś w LLM-ie i socialach, a Google jest na końcu
- czym różnią się SEO, GEO, LLMO, AEO i dlaczego nie potrzebujesz osobnej usługi na każdy akronim
- dlaczego ranking z czatu to jeszcze nie rekomendacja i skąd biorą się błędne polecenia
- jak w pół godziny sprawdzić, czy Twoja marka istnieje poza własną domeną
- co pokazuje nowy raport Generative AI w Search Console, a czego w nim nie zobaczysz
- jak mierzyć ruch z asystentów w GA4 i dlaczego realny udział jest wyższy niż w raporcie
- trzy pytania, które zamieniają dane z organica w konkretne złotówki
- dlaczego blog stracił najwięcej, a karty produktowe i kategorie zyskały na znaczeniu
- o co pytać przed startem współpracy SEO, a co spokojnie sobie odpuścić
Czego nauczyła mnie lodówka
Zamawiałem ostatnio lodówkę. Na lodówkach nie znam się w ogóle, więc zrobiłem to, co pewnie zrobiłaby większość: wpisałem w czat pytanie o najlepszy model, dostałem ranking, podyskutowałem chwilę o tym, na czym w ogóle powinienem się skupić.
Potem przyszedł moment sprawdzania w sklepach i przy głębszym researchu okazało się, że lodówki z topki tego rankingu mają opinie na poziomie 2 na 5 😬.
Trzy pytania, które się nasuwają:
🔹 Czy to przypadek?
🔹 Czy takie rankingi jeszcze działają?
🔹 Czy ludzie jeszcze w nie wierzą?
Trzy razy nie. Już tłumaczę dlaczego.
🔤 Zanim zaczniemy: mały słownik, którego nie potrzebujesz
Bo jak już rozmawiamy o widoczności w AI, to wypada nazwać rzecz po imieniu. Problem w tym, że branża nazwała ją co najmniej sześć razy.
🔹 SEO – search engine optimization. Optymalizacja pod wyszukiwarki. Ma trzydzieści lat i tu wszyscy wiemy, o co chodzi.
🔹 GEO – generative engine optimization. Optymalizacja pod odpowiedzi generowane przez AI, czyli robota o to, żeby model zacytował Ciebie, a nie konkurencję.
🔹 LLMO – large language model optimization. To samo, tylko z naciskiem na techniczną stronę: skąd model bierze dane i co decyduje o cytowaniu.
🔹 Do tego krąży jeszcze AEO, AIO, GAIO, AISO i SXO. Istnieją, ktoś je gdzieś sprzedaje, ale nie musisz ich znać – opisują ten sam kawałek rzeczywistości, tylko z innej strony.
Więc jeśli ktoś przychodzi do Ciebie z ofertą na GEO, którą wyraźnie oddziela od AEO, a jedno i drugie od SEO, i za każde wystawia osobną fakturę 🧾 – masz prawo zapytać, czym konkretnie różni się praca po jego stronie. Odpowiedź „innym akronimem” nie jest odpowiedzią. Ja w tym odcinku będę pisał po prostu SEO. Zaraz wyjaśnię dlaczego.
(Prawie) nikt już nie zaczyna od Google
Zapytaj dziesięć osób, jak szukają produktu, a dostaniesz dziesięć różnych ścieżek – i wszystkie będą sensowne.
🔹 Jedni idą prosto na TikToka albo Instagrama, żeby zobaczyć produkt na żywym człowieku i przeczytać komentarze.
🔹 Inni w socialach nie szukają nigdy, za to ich zapytania zrobiły się absurdalnie długie i konkretne – w AI Mode średnio dwa do trzech razy dłuższe niż w klasycznym wyszukiwaniu. I to już nie nisza: sam AI Mode przekroczył miliard użytkowników.
🔹 Jest też szkoła niewiernych, która dopisuje do każdego zapytania słowo „Reddit”.
🔹 A kiedy żadne z tych źródeł nie wystarcza, zostaje metoda najstarsza z możliwych: szukanie człowieka. Twórcy na YouTubie, forum z praktykami albo znajomego, który się na tym zna.
🔥 Pro tip: sprawdź, czy Twoja marka w ogóle istnieje poza własną domeną. Wpisz nazwę produktu z dopiskiem „Reddit”, „opinie” i „forum”. Jeśli wychodzi z tego pustka albo wyłącznie treści, które sam opłaciłeś, to masz gotową listę rzeczy do zrobienia na najbliższy kwartał.
🔎 To nie ścieżka. To rozmowa.
Kuszące byłoby rozpisać to w trzy ładne etapy: research w modelu, weryfikacja w socialach, Google na koniec po adres sklepu. Ale rozmowa z modelem to nie jest jedno zapytanie.
Ktoś pyta, który produkt kupić, dostaje listę, po czym dopytuje, na co w ogóle zwracać uwagę. Wraca do pierwszego pytania z nową wiedzą. Sprawdza konkretny model w socialach, wraca z wątpliwością, drąży dalej. Kolejność jest za każdym razem inna, a jedno zapytanie rodzi kolejne.
SEO zawsze polegało na przewidywaniu, czego użytkownik będzie szukał i jak dojdzie do następnego pytania. Model działa dokładnie tak samo: na przewidywaniu i na matematyce. On Cię nie rozumie. Dopasowuje najbardziej prawdopodobną odpowiedź do tego, co ma pod ręką.
Więc pytanie nie brzmi, na którym etapie ścieżki stoisz. Brzmi: czy w miejscach, z których ten model i ten człowiek biorą wiedzę, jest cokolwiek o Tobie.
A od maja tego roku dochodzi rzecz, o której mało kto jeszcze mówi. Na I/O Google przebudował samo pole wyszukiwania – pierwszy raz od ponad 25 lat – i pokazał trwałe agenty, które monitorują temat w tle, bez zadawania pytania od nowa. Czyli zapytanie o Twoją kategorię może się dziać w kółko, kiedy nikt nic nie wpisuje.
👉 Jeśli o Twojej marce nie ma czego przeczytać poza Twoją własną stroną, to w którymś z tych zapytań pojawi się konkurencja. A do sklepu klient trafi już z gotową listą – i zostaje Ci walka ceną albo dostępnością.
🎰 Ranking to jeszcze nie rekomendacja
Wróćmy na moment do tej lodówki. Modelem łatwiej dziś kręcić niż wynikami wyszukiwania – i to nie jest przeczucie.
W 2026 wyszło na jaw, że pod linki typu „podsumuj z AI” da się podpiąć ukryty prompt, który po cichu podpowiada asystentowi, którą firmę polecić. A jak nikt nie ściemnia, model potrafi ściemnić sam: w audycie rekomendacji z katalogu Amazona nawet 8% podawanych produktów w ogóle tam nie istniało 🫠.
I ludzie to przeczuwają – stąd cała ta gimnastyka ze sprawdzaniem jednej rzeczy w pięciu miejscach.
Gorzej, jeśli działasz w kategorii, w której cały internet to jeden wielki ściek contentowy 🗑️ AGD jest tu klasykiem, a model uczy się dokładnie z tego. Wspólny mianownik wszystkich tych ścieżek jest taki: klient kupuje dziś ostrożniej. Nie dlatego, że nagle zmądrzał, tylko dlatego, że za wiele razy się przejechał. Zanim wyda pieniądze, sprawdza – i wystarczy jedna rzecz, która nie zagra, żeby się odbił.
Więc już na starcie nazwijmy dwie rzeczy, o które trzeba zadbać:
🔹 żeby w ogóle się pojawiać
🔹 żeby po tym pojawieniu być wiarygodnym
I ta druga rzadko kończy się na Twojej stronie. W zaśmieconej kategorii optymalizacja własnych kart produktowych już nie wystarczy – liczy się to, co mówią o Tobie opinie, porównania, wątki na forach i twórcy, bo to stamtąd modele biorą wiedzę.
Google to zresztą kuma i samo też się zmieniło. Kiedyś w wynikach organicznych siedziały głównie strony internetowe. Dziś obok nich stoi YouTube, Instagram, TikTok i wątki z forów. Więc nawet jeśli ktoś zaczyna od wyszukiwarki, wcale nie znaczy, że wyląduje na czyjejś stronie.
🧱 Jak sprawdzić, czy w ogóle istniejesz poza własną domeną
Zrób to, co ja zrobiłem z lodówką, tylko na swojej kategorii. Zajmie Ci to pół godziny i będzie to najtańszy audyt, jaki w tym roku zrobisz.
Wejdź w czat i zapytaj jak klient, który nic nie wie: co kupić, na co zwracać uwagę, co polecasz do X. Nie wpisuj nazwy swojej firmy – o to chodzi, żeby sprawdzić, czy sama się pojawi. Podrąż, dopytaj, poproś o porównanie dwóch marek z tej listy.
A potem popatrz, skąd model to wziął. W większości branż wyjdzie to samo: dwie porównywarki, jeden portal branżowy, wątek na forum sprzed trzech lat i garść opinii. To nie jest wielki, tajemniczy internet. To jest lista, którą można spisać na kartce. I żeby nie było, że wszystko da się załatwić rozmową z czatem – jedna rzecz jest nudna i techniczna: dane produktowe w feedzie i schema. Bez tego Twój produkt nie da się zaciągnąć do żadnego porównania, więc możesz mieć najlepsze opinie w Polsce i tak nie wejdziesz do zestawienia.

Zależy Ci na dobrej widoczności w SEO i rekomendacjach AI?
Złap się z nami na bezpłatną konsultację, a pogadamy o najlepszych rozwiązaniach dla Twojego e-commerce.
SEO nie umarło. Przestało być tylko o Twojej stronie
Popularne otwarcie brzmi tak: kiedyś SEO było o pozycjach, dziś jest o czymś więcej. Ładne zdanie, tylko nieprawdziwe. Agencje raportujące wyłącznie pozycje i impresje istniały wtedy i istnieją teraz. Tak samo jak te, które od dawna patrzą na przychód i na to, co dzieje się z marką poza jej domeną.
Zmiana nie zaszła więc w samym SEO. Zaszła w tym, jak szybko widać konsekwencje robienia go po łebkach. O brandzie w SEO mówi się od jakichś sześciu, siedmiu lat, tylko mało kto był wtedy gotowy kupić tak holistyczne i kompleksowe podejście.
🤖 Widoczność w AI to nie osobna usługa
Kilka miesięcy temu w zapytaniach o SEO dominowała panika. Potem widoczność w AI zaczęła się pojawiać jako osobna usługa, z osobnym budżetem i osobnym raportem. Dziś coraz częściej klienci pytają o jedno i drugie w jednej ofercie – i to jest dobry kierunek.
Bo skąd wziął się cały ten boom? Moim zdaniem stąd, że AI stało się lustrem 🪞 Pokazało to, co wcześniej nie było aż tak widoczne: jak Twoja usługa, produkt albo kategoria naprawdę wyglądają w sieci. Nie w Twoim panelu, nie w Twoim raporcie. W sieci.
Bo model to nie żadna nowa magia. To bardzo szybki użytkownik, który robi research na podstawie dostępnych danych. Tych samych, do których dotarłby człowiek, tylko zamiast dwóch wieczorów zajmuje mu to kilka sekund. Jeśli o Twoim produkcie nie ma czego przeczytać, on też tego nie wyczyta.
I stąd wniosek, chyba najmniej efektowny w całym odcinku: nie chodzi o to, żeby robić SEO jako osobną usługę pod AI. Chodzi o to, żeby robić SEO dobrze i nowocześnie – a AI i tak to wyłapie.
💰 Awareness to za mało. SEO ma dowozić sprzedaż
To nie jest zachęta do kasowania bloga. Treści informacyjne dalej mają sens, ludzie wciąż szukają wiedzy. Rzecz w tym, czy ta wiedza prowadzi do Twojego produktu.
Nie ma nic złego w tekście „jak pozbyć się szkodników w kwiatkach”, jeśli sprzedajesz środki ochrony roślin i rzeczowo rozprawiasz się z tematem. Co innego „czy ziemiórki żyją w Afryce”. Albo pierwsza pozycja na „czy pies może jeść truskawki”, kiedy w sklepie masz obroże 🍓
I dokładnie tam poszły największe spadki. Przy prostych pytaniach informacyjnych AI Overviews wyświetlają się w polskim Google już przy 63,5% zapytań – czyli przy większości tego, o czym pisze przeciętny blog firmowy.

Spadek nie rozłożył się równo. Im wyżej w lejku, tym gęściej od AI Overviews – na dole, przy zapytaniach zakupowych, prawie ich nie ma. Czyli uderzył dokładnie tam, gdzie contentu było najwięcej i sprzedaży najmniej.
Zanim więc obwinisz AI Overviews, sprawdź, ile konwersji ten blog dowoził wcześniej. Zwykle wychodzą kwiatki: ruch był, sprzedaży nie było, a problem istniał od dawna. Po prostu wykresy w Search Console wyglądały wystarczająco ładnie, żeby nikt nie pytał dalej.
👉 Zero click traffic jest prawdziwy, ale dotyczy głównie intencji informacyjnej. Przy zakupowej klient wciąż chce zobaczyć produkt, cenę i opinie u sprzedawcy – mało kto kupuje prosto z odpowiedzi modelu. Jeśli Twoja widoczność stała na odpowiadaniu na pytania, masz problem. Jeśli stała na sprzedaży, jesteś w zupełnie innej sytuacji.
🛒 A co z zakupami prosto z czatu?
Dobra, przyznajmy – zmiany w digitalu pędzą tak, że trudno za nimi nadążyć. Kto jeszcze pamięta boom po ogłoszeniu, że zakupy zrobimy prosto w czacie? No właśnie. A kto je tam faktycznie robi? 💀
Walmart policzył, że kasa wewnątrz czatu konwertuje mniej więcej trzy razy gorzej niż zwykłe przejście na stronę sklepu – i to mimo że ChatGPT przyprowadzał dwa razy więcej nowych klientów niż wyszukiwarki. Po czym po prostu to wyłączył. Wrócił do ChatGPT ze swoim własnym asystentem i konwersja od razu podskoczyła 🤯
Czyli odkrywamy w AI, ale kupujemy na stronie. Twoja karta produktowa i strona kategorii nie tracą na znaczeniu – przejmują robotę, którą wcześniej wykonywał blog.
Odblokuj cały tekst
Zapisz się do .more lettera i bądź na bieżąco!

Jak to mierzyć, skoro nie ma jeszcze czym
Do niedawna nie było czym. Teraz już trochę jest, tylko trzeba wiedzieć, czego te dane nie pokazują.
🔹 Search Console: Od maja 2026 masz w nim osobny raport widoczności w AI Overviews i AI Mode. Haczyk: same wyświetlenia, bez kliknięć. Czyli widzisz, że jesteś. Nie widzisz, ile to warte. Przy okazji Google dał wyłącznik: możesz się w ogóle wypisać z AI Overviews. Nie polecam, dopóki nie widzisz kliknięć – czyli na razie nie polecam 🤷

🔹 GA4: Od maja 2026 sam rozpoznaje ruch z asystentów i wrzuca go do osobnego kanału. Tylko że spora część tych wejść przychodzi bez informacji o źródle i ląduje w Direct, a ruchu z AI wewnątrz Google w ogóle nie widać osobno. Twój realny udział ruchu z AI jest więc niemal na pewno wyższy niż to, co pokazuje raport.
🔹 Wyszukiwania brandowe: Najtańszy i chyba najbardziej niedoceniany wskaźnik. Rekomendacja w AI zwiększa 2,5 raza szansę, że ktoś wejdzie na stronę marki – tylko zwykle robi to, wpisując jej nazwę w wyszukiwarkę, a nie klikając w link w odpowiedzi. Jeśli nazwa Twojej firmy jest wpisywana częściej, coś zaczyna działać.
📊 Metryki supportujące, nie vanity
Pozycje, impresje, kliknięcia. Branża lubi nazywać je vanity metrics i machnąć ręką. Ja wolę nazywać je metrykami supportującymi, bo samo pojęcie nie jest złe – złe bywa to, co się z nimi robi.
Jeśli traktujesz je jako sygnał, że projekt idzie w dobrą stronę, są bardzo przydatne. Jeśli po roku ktoś raportuje wejście do top 3 jako największy sukces roku, to masz problem – i to nie z metryką. Bo pozycje można raportować w kółko, przez trzy lata, aż do znudzenia. Pytanie brzmi: co dalej?
💸 Trzy pytania, które zamieniają te dane w złotówki
Bo „ruch z organica wzrósł o 40%” to zdanie, z którego nie wynika żadna decyzja. O co pytać? Poniższe padły u nas w realnych projektach i na wszystkie odpowiedzi już masz w swoich narzędziach – tylko być może nikt Ci ich tak nie pokazał.
🔹 Które strony robią przychód z organica? Nie ile ich jest, tylko które. Jeśli większość przychodu robi kilka procent Twoich stron, to nie potrzebujesz kolejnych stu artykułów. Potrzebujesz dziesięciu lepszych stron kategorii.
🔹 Które treści doprowadzają do sprzedaży, a które tylko robią ruch? Content Grouping i Page Exploration w GA4 plus zdarzenia rozstawione pod konkretne ścieżki. Te bez sprzedaży albo poprawiasz, albo przestawiasz na inną intencję, albo odpuszczasz.
🔹 Na jakim etapie ścieżki pracuje moje SEO? Do tego jest raport Conversion Attribution Analysis. W jednym z naszych projektów wyszło, że SEO jest najlepszym kanałem zamykającym sprzedaż, co zdarza się rzadko – a kanał zamykający wycenia się zupełnie inaczej niż otwierający. A jeśli do tego widzisz, że ruch z asystentów i wyszukiwania brandowe rosną i konwertują, masz twardy argument, żeby popchnąć obecność marki poza własną domenę. I budżet na to.
Co zatem warto robić?
🗓️ Checkpointy zamiast obietnic
SEO to nie kampania płatna. Sprzedaż nie urośnie w trzy miesiące, a często w trzy miesiące nie ruszy w ogóle. Dlatego zamiast obiecywać wynik, warto z góry rozpisać drogę do niego: na które metryki patrzymy w trzecim miesiącu, na które w szóstym i kiedy je walidujemy. Moim zdaniem liczy się to bardziej niż sama lista działań.
👉 Jeśli jest trend w metrykach supportujących, lecisz dalej, bo na końcu tej drogi czeka skok w ruchu, a potem w konwersjach. Jeśli go nie ma, to nie znaczy, że trzeba kończyć – znaczy, że trzeba coś zmienić. Kierunek, hipotezę, działanie, którego wcześniej nie było. Samo dosypanie budżetu do tego samego niczego nie naprawi.
🎯 Case z podwórka: jedna zmiana na stronie. Ostry pik ruchu
Jest sobie narzędzie online do zamiany nagrania audio na tekst. Domena mała, jeden landing, zero podstron, zero bloga, zero contentu do rankowania. Wykres ruchu wygląda spokojnie, a potem strzela ostro w górę.
Co się wydarzyło? Niewiele. Przenieśli narzędzie z dołu strony na samą górę. ⬆️ Tyle. Ani jednej nowej linijki tekstu, ani jednego linka.
Logiczny ruch. Kiedy ktoś wpisuje w wyszukiwarkę „zamiana audio na tekst”, jego intencją nie jest przeczytanie o zamianie audio na tekst. Jego intencją jest zamiana audio na tekst. Dostaje to w pierwszej sekundzie, klika, zostaje. A algorytm widzi, że użytkownik nie wyszedł szukać dalej.
I tu wraca wątek z początku odcinka: na strony wchodzimy rzadziej, bo informację wyciągniemy z modelu. Ale to prawda tylko dopóki strona jest samym tekstem. Artykuł łatwo streścić. Trudniej zastąpić narzędzie, kalkulator, konfigurator albo porównywarkę, którą ktoś musi kliknąć samodzielnie.
W e-commerce ta sama zasada działa na poziomie układu. Jeśli w Twojej branży ludzie masowo szukają outletu i przecen, to przejście do przecen ma prawo stać wysoko na stronie, a nie trzy scrolle niżej, za karuzelą i banerem na cały ekran. Bo karuzela zajmuje dokładnie to miejsce, w którym powinno być to, po co ktoś przyszedł.
💎 Czyli design przestał mieć znaczenie?
Nie. I nie chodzi o wycinanie ze strony wszystkiego, co ładne. Problemem nie jest design. Problemem jest design, który nie odpowiada na pytanie, po co ktoś tu wszedł. Bo estetyka też pełni funkcję: w kategoriach premium sam wygląd strony bywa dowodem na to, że produkt jest wart swojej ceny. W sklepie, w którym ludzie szukają konkretu, jest odwrotnie – każdy kolejny ekran do przescrollowania to koszt.
🔥 Pro tip: weź trzy najważniejsze podstrony w sklepie i przy każdej dokończ zdanie: „użytkownik wchodzi tu, żeby ______”. Jeśli to, co wpisałeś, nie jest widoczne bez scrollowania, masz gotową listę zmian na najbliższy tydzień. Bez pisania contentu i bez przebudowy strony.
✅ SEO w 2026: o co pytać, a co sobie odpuścić
Zacznij nie od listy działań, tylko od biznesu. Te pytania powinny paść przed pierwszym tekstem i przed pierwszą optymalizacją – nieważne, czy robisz SEO sam, czy z kimś.
🔹 Które produkty są dla Ciebie najważniejsze biznesowo, a które nie dowożą? Uwaga na deklaratywność: często zależy nam na grupie produktowej A, a w systemie sprzedaje się grupa C.
🔹 Co leży na stoku? Przy e-commerce, który jest jednocześnie producentem, to bywa najważniejsze pytanie w całej rozmowie.
🔹 Co odróżnia Twój produkt od konkurencji i co mówią o nim klienci? Bez tego cały content będzie o niczym.
🔹 Do kogo sprzedajesz i czy da się znaleźć kogoś jeszcze? W jednym z projektów katalog ciągnął za sobą mieszane opinie, więc zamiast pchać bestsellery, wybraliśmy produkt najbardziej przystępny. Nie po to, żeby na nim zarobić najwięcej, tylko po to, żeby przez niego kogoś do sklepu wpuścić.
Bardzo częsty efekt uboczny takiej rozmowy: zasada Pareto uderza z zaskoczenia. Okazuje się, że dwadzieścia produktów robi 80% wyniku, a połowa z nich to core biznesu, o którym właściciel szczerze nie miał pojęcia.
A stawka jest konkretna. Dwanaście miesięcy produkcji contentu i budżet rzędu stu dwudziestu tysięcy potrafią wylądować w koszu tylko dlatego, że nikt na starcie nie ustalił, na czym ten biznes zarabia. To nie jest content do poprawienia. To jest content do wyrzucenia.
🍓 Pozycja jest warta tyle, ile fraza pod nią
I zanim ktoś wyciągnie z tego, że pozycje przestały się liczyć – liczą się. Pytaj o nie spokojnie, bo bywają dokładnie tym sygnałem, którego potrzebujesz. Jeśli sprzedajesz sprzęt wspinaczkowy i masz top 3 na „buty do wspinaczki”, to jest sukces, za którym niemal na pewno stoi sprzedaż. Tylko ta sama pozycja na innej frazie bywa warta zero.
Tak, wiem. Ale akurat tutaj „to zależy” ma konkretną treść – zależy od tego, czy ktoś z tej pozycji kupuje 🙂. Najlepszy przykład, jaki znam: sklep z pozycją numer jeden na „czy pies może jeść truskawki”. Ruch leci, wykresy śliczne. Sprzedaży: okrągłe zero. Pusty ruch, a generowanie pozycji dla pustego ruchu jest bezcelowe.
Więc pytanie „jestem w topce?” jest jak najbardziej w porządku. Warto tylko dołożyć do niego drugie: w topce na co i czy ktoś z tej topki kupuje. Truskawki zawsze dobrze się klikają. Tylko rzadko dobrze sprzedają 🍓
Na koniec zostawimy Cię z jedną myślą
Przez lata przewagę w marketingu dawało to, do czego miałeś dostęp. Narzędzia, konfiguracje, wiedza techniczna, ludzie, którzy potrafili to poskładać. Dziś to wszystko leży na wyciągnięcie ręki i kosztuje tyle co nic.
Zostało pytanie, na które żadne narzędzie nie odpowie za Ciebie: dlaczego ktoś ma kupić właśnie u Ciebie. I drugie, jego techniczna wersja: czy poza Twoją własną stroną istnieje gdziekolwiek odpowiedź na to pytanie.
Bo tam przeniosła się cała gra. SEO nie umarło i nie umrze, dopóki ludzie czegoś szukają. Zmieniło się tylko to, że efekty robienia go po łebkach widać teraz w kwartał, a nie w trzy lata.
Wiem, że po takim odcinku łatwo oczekiwać jednej konkretnej recepty na SEO w czasach AI. Nie mam jej. Narzędzia dopiero powstają, a sposób, w jaki ludzie szukają, zmienia się szybciej niż metody mierzenia tego.
Nie lubię odpowiedzi „to zależy”, ale zwykle to jedyna szczera. Nie ma złotego środka który zadziała u każdego. Jest za to coś, co sprawdzało się od lat i sprawdza się nadal: najpierw wysłuchać, gdzie jest problem, potem dobrać rozwiązanie. W tej kolejności.




