
Black Friday zaczyna się w październiku
Czy wiesz, że większość osób już teraz prawdopodobnie wie co kupi na Black Friday? Ma wybrane produkty, obserwowane ceny i mniej więcej ustalone, w którym sklepie kliknie „do koszyka”. Ten wybór robi teraz, w październiku.
Cześć, tu Jarek z MTA Digital 👋 Black Season już na horyzoncie i dobrze jest nie przespać tego momentu, bo jak się zaraz dowiesz z poniższego .more lettera – wiele rzeczy dobrze zrobić już teraz. Dzisiaj o tym ile ta promocja naprawdę kosztuje, co tracisz, jeśli w nią nie wejdziesz, i dlaczego o listopadzie decydujesz właśnie teraz. Lecimy?
Czego dowiesz się z tego odcinka?
- dlaczego Black Friday to dziś cały Black Season i czemu start w połowie listopada potrafi konkurować z samym piątkiem
- jak klienci weryfikują promocje i dlaczego ruch z narzędzi AI konwertuje lepiej niż inne źródła
- jak komunikować wcześniejszy start, żeby klient nie odkładał zakupu do ostatniego piątku
- jakie cztery rzeczy musisz mieć, zanim w ogóle zaczniesz rozmawiać o wysokości rabatu
- jak policzyć, ile marży możesz oddać, i kiedy niższa marża to świadoma inwestycja w brand
- dlaczego rabat na bestseller może skończyć się pustym magazynem i jak ratują to zestawy
- ile naprawdę kosztuje listopad, kiedy płacisz jednocześnie rabatem i wyższym CPM
- jak dobrać mechanikę promocji do celu na Q4: nowi klienci, czyszczenie magazynu czy marża
- dlaczego październikowa promocja obniża Twój rabat w listopadzie i co ma do tego Omnibus
- co ogarnąć jeszcze w tym tygodniu, czego w listopadzie już nie ruszać i jaką checklistę zapisać na styczeń
Klient przychodzi z gotową listą
Black Friday przestał być wydarzeniem. Nie jest już ani polowaniem z ograniczoną liczbą sztuk, ani datą w kalendarzu. Dziś jest tłem: trwa cały listopad, czasem od października, i nikogo to nie zaskakuje. Klient nie reaguje więc na Twoją promocję. On realizuje plan, który przygotował sobie wcześniej, bo wie, że promocje będą.
🗓️ To już nie piątek, tylko listopad
W tegorocznym badaniu Attentive 71% konsumentów planuje zacząć zakupy jeszcze przed Black Friday, a 46% przed listopadem. Sezon nie kończy się też na Cyber Monday: 83% kupujących po zeszłorocznym BFCM wciąż miało przed sobą zakupy do końca roku.
Czyli tydzień, wokół którego wszyscy budują cały plan, jest w rzeczywistości środkiem czegoś, co zaczyna się wcześniej i kończy dużo później.
U nas na kontach wygląda to tak samo. W jednej z marek dwa lata temu wystartowaliśmy z Black Friday w okolicach 13 listopada, rok później jeszcze wcześniej. Te pierwsze dni potrafiły konkurować z samym piątkiem.
👉 Wniosek: im wcześniej startujemy, tym lepiej. Nie dlatego, że klient dostaje więcej czasu na zakupy, tylko dlatego, że w połowie listopada konkurencji jest jeszcze mało, a portfel klienta jest jeszcze pełny. Przestańmy więc mówić Black Friday, a zacznijmy mówić Black Season.
🔍 Ten klient sprawdza
Twój klient ma dziś w kieszeni komplet narzędzi do weryfikacji. Wtyczka z historią cen. Porównywarka. Aplikacja z cashbackiem. I coraz częściej czat, do którego wrzuca pytanie „jaką lodówkę kupić do 4 tysięcy”.
Adobe podsumowało zeszłoroczny sezon świąteczny: ruch na strony sklepów z narzędzi AI wzrósł o 693% rok do roku, a w samym listopadzie o 769%. I konwertował o 31% lepiej niż pozostałe źródła, a w Black Friday o 38% lepiej niż ruch spoza AI.
Jeśli więc Twoje karty produktowe są opisane po łebkach, brakuje w nich parametrów, a opinii nikt nie zbiera od trzech lat, przegrywasz ten etap, zanim jeszcze zobaczysz jakikolwiek koszt kliknięcia w panelu. Model nie wyczyta czegoś, czego nie ma, a klient nie porówna produktu, którego nie da się porównać. (więcej o tym pisał u nas Mateusz w odcinku o SEO i widoczności w AI)
🔥 Pro tip: wpisz swoją kategorię w czat jako klient, który nic nie wie. Zapytaj, co kupić i na co zwracać uwagę, nie podając nazwy swojej marki. Jeśli się nie pojawisz, masz gotową listę rzeczy do zrobienia, zanim zaczniesz wydawać budżet na listopad.
🗨️ Powiedz wprost, że taniej nie będzie
Największa pułapka wcześniejszego startu jest taka, że ludzie i tak czekają do ostatniego piątku, bo zakładają, że wtedy będzie najtaniej. Widzą Twoją ofertę 10 listopada, odkładają decyzję, a w międzyczasie wydają budżet gdzie indziej. Kiedy w końcu przychodzi ten Twój piątek, po prostu nie mają już za co kupić.
Dlatego jeśli startujesz wcześniej, powiedz to otwarcie. Nie „promocje jesienne”, nie „przedsmak Black Friday”, tylko konkret: to jest nasza oferta na ten sezon i taniej nie będzie. Klient dostaje informację, której potrzebuje, żeby podjąć decyzję dzisiaj, a Ty budujesz sobie przewagę czasową nad konkurencją, która wciąż czeka na właściwy moment.

Zanim policzysz rabat, policz, na co Cię stać
Kiedy klient pyta nas, ile dać na Black Friday, odpowiedź prawie nigdy nie brzmi „dwadzieścia procent”. Brzmi: pokaż mi najpierw kilka rzeczy, bo bez nich obaj zgadujemy.
📊 Cztery rzeczy, bez których nie ma o czym rozmawiać
🔹 Ogarnięta analityka. Bez pewności, że to, co mierzysz, faktycznie jest tym, co się dzieje, każdy wniosek z listopada będzie wart tyle, co wróżenie z fusów.
🔹 Kalendarz promocyjny na cały rok, a nie na Black Friday.
🔹 Udokumentowane wyniki historyczne. Co sprzedawało się w zeszłym roku, w jakich ilościach, od kiedy sprzedaż zaczęła się nasilać. Jedna marka może wchodzić w Black Friday całą sobą, a inna wcale, bo jej nisza średnio na tym korzysta.
🔹 Własna sezonowość. Mało kto o niej myśli. Każdy biznes porusza się po krzywej swojego rynku i to ona, a nie ostatni piątek listopada, powinna wyznaczać moment, w którym naciskasz gaz.

Potrzebujesz wsparcia i strategii na Black Friday?
Złap się z nami na bezpłatną konsultację, a pogadamy o najlepszych rozwiązaniach dla Twojego e-commerce.
💸 Ile możesz oddać, a nie ile wypada oddać
Co z tego, że na Black Friday zrobisz przychód za sto koła, jeśli sprzedasz wszystko po kosztach. Do tego dochodzi obsługa tych zamówień, która przecież nie znika: pakowanie, wysyłka, obsługa klienta, zwroty.
Dlatego zamiast pytać, ile wypada dać, policz dwie rzeczy: jaką marżę ma każdy produkt i do jakiego poziomu faktycznie możesz z nim zejść, oraz czy w ogóle chcesz iść w tę wojnę. Czasem jest zwyczajnie wyniszczająca i lepiej znaleźć swój sweet spot, niż za wszelką cenę mieć najtańszy produkt w kategorii.
Warto też powiedzieć wprost: nie każdy produkt nadaje się na promocję. Rzeczy, które nie schodzą przez resztę roku, nie zejdą też teraz, tylko przy okazji zajmą miejsce w komunikacji.
I żeby było jasne: sprzedaż na niższej marży nie jest sama w sobie błędem. Możesz świadomie potraktować Black Friday jako inwestycję w brand i zarobić rozpoznawalnością oraz nowymi klientami, których dopiero potem będziesz monetyzować. Pod jednym warunkiem: że to Twoja decyzja, a nie rzecz, którą odkrywasz w grudniu, zestawiając obrót z tym, co faktycznie zostało.
📦 O 22:00 startujesz, o 23:00 nie masz co sprzedawać
Ostatni element rachunku: stock. Jeśli wystawiasz na promocję bestseller, czyli produkt, na który ludzie realnie czekają, zniknie z magazynu szybciej, niż zakładasz. Budżet reklamowy leci dalej, produktu nie ma, a ci, którzy czekali na ten moment specjalnie, trafiają na wyprzedane. Zamiast sprzedaży masz kryzysik i pełne ręce roboty w obsłudze.
Jest jeszcze trzeci koszt: przyzwyczajasz bazę do promocji. Raz w roku to żaden dramat. Przy czterech akcjach rocznie to już po prostu Twoja nowa cena regularna.
🔥 Inspo: zamiast przeceniać czysty bestseller, wrzuć go w zestaw z produktem, który schodzi gorzej albo który chcesz rozpromować. Sprzedajesz dwie rzeczy zamiast jednej, podnosisz wartość koszyka i nie oddajesz rabatu na czymś, co i tak by się sprzedało.
Odblokuj cały tekst
Zapisz się do .more lettera i bądź na bieżąco!

Ile masz do stracenia, a ile do zyskania
Bardzo często marka czuje nieodpartą potrzebę uczestnictwa, bo wszyscy inni to robią. Wychodzi promka 10% albo darmowa dostawa, a budżet leci w reklamy, które nie przebijają się przez konkurencję. Ale drugi scenariusz też ma swój koszt i to jest ta część, o której mówi się rzadziej.
🥶 Listopad kosztuje podwójnie
Popyt w listopadzie jest, tego nikt nie kwestionuje. Problem w tym, że dotarcie do niego jest najdroższe w całym roku. Analiza 1247 kont reklamowych pokazuje, że listopadowe CPM-y potrafią być średnio 41% wyższe od rocznej średniej, a w samym szczycie sięgają nawet dwu- i trzykrotności normalnej stawki.
Czyli w listopadzie płacisz dwa razy: rabatem i kosztem dotarcia. Z tej samej marży.
🎰 Rabat dla tych, którzy i tak mieli kupić
Jeśli spora część Twojego listopadowego obrotu to klienci, którzy byli już zdecydowani, to nie zrobiłeś dodatkowej sprzedaży. Oddałeś marżę z transakcji, która i tak miała się wydarzyć. To dokładnie ta sama logika, o której pisaliśmy w odcinku o inkrementalności, tylko przyłożona nie do kanałów, a do promocji: co by się stało, gdyby tego rabatu nie było?
🎯 Złe pytanie: „czy wchodzimy”. Dobre: „czego chcemy od Q4”
Są trzy główne odpowiedzi i każda prowadzi do innej mechaniki.
🔹 Nowi klienci. Głęboki rabat ma sens, tylko zastanów się, na czym go dajesz. Bestseller jest najlepszym magnesem, bo ma opinie, rozpoznawalność i najwyższą konwersję, ale ten sam rabat dostaną stali klienci, którzy kupiliby go tak czy owak. Jeśli potrafisz rozdzielić komunikację na nowych i wracających, bierz bestseller bez wahania. Jeśli nie, rozważ produkt wejściowy: tańszy, z niższym progiem decyzji.
🔹 Czyszczenie magazynu. Przeceniamy to, co leży, i nie ruszamy reszty. Z jednym zastrzeżeniem: samo Black Friday nie sprawi, że słaby produkt nagle zacznie się sprzedawać.
🔹 Przychód i marża. Pracujemy nad wyższym koszykiem, a nie niższą ceną: zestawy, progi kwotowe, gratis przy określonej wartości zamówienia.
🔹 A gdzie w tym całe „minus 30% na wszystko”? To osobna decyzja, dotycząca nie celu, tylko tego, ile komplikacji klient udźwignie. Rabat na wszystko wygrywa prostotą: nie ma gwiazdek ani listy wyjątków, a klient rozumie ofertę w sekundę. Jeśli struktura Twoich marż to wytrzyma, zwykle zadziała lepiej niż sprytnie pocięta promocja na trzy kategorie.
🤐 A jeśli odpuszczasz, to czy trzeba się tłumaczyć?
Tylko wtedy, gdy to wynika z tego, kim jesteś jako marka. Jeśli od lat komunikujesz swój stosunek do konsumpcji, jak choćby Patagonia, klienci wiedzą, czego się spodziewać. Jeśli nigdy wcześniej nie poruszałeś tego tematu, a teraz wrzucisz post o konsumpcjonizmie, w najlepszym razie zniknie on w zalewie treści, a w gorszym zbierze niezbyt przychylne komentarze od ludzi, którzy pamiętają Twoje zeszłoroczne minus 40%.
I jeszcze jedno: jeśli odpuszczasz z powodów ideowych, to za rok też odpuszczasz. Inaczej wychodzi niezręcznie.
Dalej nie baw się w Fake Friday
O tym, dlaczego nie warto bawić się w Fake Friday rozpisywaliśmy się rok temu, ale ten statement dalej jest na czasie, a ponadto:
⚖️ Twój rabat ustala się 30 dni wcześniej
Dyrektywa Omnibus wymaga, żeby przy każdej obniżce podać najniższą cenę z 30 dni poprzedzających promocję. Black Friday wypada w tym roku 27 listopada, czyli okres, który zdecyduje o tym, jaki rabat wolno Ci w ogóle zakomunikować, zaczyna się pod koniec października.
🔹 Jeśli w październiku puszczasz promocję na te same produkty, obniżasz sobie własny punkt odniesienia na listopad. Minus 30% liczone od ceny promocyjnej wygląda zupełnie inaczej niż liczone od regularnej.
🔹 Jeśli planujesz podbić cenę przed przeceną, żeby rabat wyglądał okazalej, to jest dokładnie ta praktyka, za którą lecą kary.
🚩 Jeden baner, jedna informacja, zero kodów
Druga rzecz, która wkurza klientów bardziej, niż większość marek zakłada: kombinowanie. Minus 40%, gwiazdka, a pod gwiazdką lista marek wyłączonych z promocji. Albo kod rabatowy, który nie łączy się z produktami już przecenionymi.
Mamy z tym świeży przykład z konta. Dwie niezależne promocje, a do tego darmowa dostawa od 150 zł. Brzmi hojnie. Problem w tym, że po użyciu kodu koszyk spada poniżej progu i klient wypada z darmowej dostawy.
Czyli dostaje 15% rabatu i płaci za przesyłkę. Wychodzi na zero albo gorzej. To zwykle nie jest złośliwość, tylko brak spojrzenia na całość: ktoś ustawia rabat, ktoś inny próg dostawy, i nikt nie przeklikał tej ścieżki jako klient.
Lepiej:
🔹 Jeden główny komunikat, który mieści się w jednym zdaniu.
🔹 Bez kodów, jeśli da się bez nich obejść. Rabat naliczony automatycznie w koszyku wygrywa z każdym kodem.
🔹 Sortowanie produktów po bestsellerach, a nie po tym, czego chcesz się pozbyć. Jeśli na pierwszej stronie wyprzedaży klient zobaczy rzeczy, których nikt nie zna, uzna, że wyprzedajesz resztki i nie przewinie dalej.
🔥 Pro tip: zanim wystartujesz, przejdź całą ścieżkę zakupową jako klient. Z telefonu, z reklamy, z kodem, do samej płatności. Pięć minut, które potrafią uratować całą mechanikę promocji.
Wisienka jest ostatnia, nie pierwsza
Black Friday niczego nie zaczyna. Nie tworzy popytu, tylko go koncentruje: ściąga w jeden tydzień decyzje, które dojrzewały tygodniami. To, czy dojrzały akurat u Ciebie, rozstrzygnęło się wcześniej.
🫂 Górę lejka budujesz teraz albo wcale
Rozmowa, którą odbywamy z klientami regularnie: chcę na Black Friday dotrzeć wyłącznie do nowych klientów, bo stałym i tak wyślę mailing. Technicznie da się, pod warunkiem że masz porobione segmenty. Tylko pozyskanie nowego klienta w listopadzie jest najdroższe w całym roku, więc jeśli nie zacząłeś zapełniać góry lejka wcześniej, robienie tego w szczycie sezonu jest co najmniej karkołomne.
Pierwsza rzecz do sprawdzenia w tym tygodniu to konfiguracja konta reklamowego:
🔹 Czy masz porobione segmenty i wiesz, do kogo aktualnie trafiasz.
🔹 Czy większość budżetu nie idzie na tych, którzy już Cię znają i kupili.
🔹 Czy listy wykluczeń i remarketingowe są aktualne, bo w listopadzie nie będzie czasu ich robić.
Nawet jeśli zwrot z kampanii na nowych odbiorców nie będzie teraz spektakularny, ona zwraca się później: w listopadzie albo w grudniu. Sprawdź przy okazji, ile czasu upływa u Ciebie między pierwszym kontaktem z marką a zakupem. Przy tańszych, impulsowych zakupach ludzie kupują od razu, ale przy produkcie z wyższej półki decyzja zapada wolniej. Jeśli nie znasz tej ścieżki, nie wiesz też, kiedy najpóźniej możesz zacząć budować zasięg, żeby zdążyć na listopad.
🎨 Kreacje: inspiracje < dane
Kreacja to rzecz, na którą czeka się najdłużej: i po stronie produkcji, i po stronie akceptacji. Dlatego zaczyna się od niej, a nie kończy. Tak design jest ważny, ale:
🔹 Zrób wewnętrzny raport, jakie kreacje działały, a jakie nie. Jeśli takich danych nie masz, to ostatni moment na testy i szeroką dywersyfikację formatów.
🔹 Wideo najpierw, banery na końcu. Wideo i stories są tańsze w dotarciu i pracują na górę lejka, ale zajmują więcej czasu produkcji. Banery zrobisz szybciej i domkniesz nimi sprzedaż.
🔹 Nie szukaj na ostatnią chwilę nowych inspiracji na Black Friday. Albo robisz czerń i czerwień jak wszyscy i ryzykujesz, że znikniesz w tłumie identycznych kreacji, albo wyróżniasz się, ale w zgodzie z własną marką. Jeśli marka przez cały rok jest delikatna i pastelowa, a w listopadzie wypuszcza grafikę w stylu warsztatu samochodowego, to jedynym spójnym elementem zostaje logo. Zwykle mało widoczne.
🩷 Twórcy i TikTok Shop: to się zaczyna teraz
Współprace influencerskie i UGC to temat, o którym myśli się zwykle na końcu, a powinno na początku. Twórcy są zajęci, konkurencja wysyła oferty już teraz, a proces trwa: brief, akceptacja, wysyłka paczki, nagranie, poprawki. Do tego dobór nie powinien być kwestią sympatii – bardzo często materiały, które wydają się gorsze jakościowo, robią najwyższą sprzedaż. Takie dane trzeba mieć przed listopadem, nie w jego trakcie.
Podobnie z TikTok Shopem, bo to pierwszy taki sezon w Polsce. Wchodzenie w nieznany kanał w najbardziej wymagającym momencie roku, z prowizjami, które przy dodatkowym rabacie potrafią zjeść całą marżę, to kiepski pomysł. Jeśli ma być częścią Twojego media mixu, powinien już działać (rozpisaliśmy to w odcinku o TikTok Shopie).
🔧 Nudne technikalia i czego w listopadzie już nie ruszasz
🔹 Analityka sprawdzona dwa razy, a najlepiej trzy. Zwłaszcza na landingach tworzonych specjalnie pod wyprzedaż.
🔹 Feed produktowy: parametry promocyjne, bugi, właściwa liczba produktów. Prace po stronie sklepu potrafią się przeciągać, więc im wcześniej, tym lepiej.
🔹 Testy zmian na stronie przeprowadź teraz, a nie w tym samym tygodniu, w którym startuje promocja.
A w listopadzie nie robisz nowości. Żadnych migracji, rebrandingów, nowych landingów, nowych koncepcji kampanii, niesprawdzonych twórców ani zmian w UX na kartach produktowych. Wszystko, co nowe i pozbawione danych potwierdzających, że działa, zostawiasz na inny moment. Jedyne, co się podmienia, to banery, kiedy zmienia się oferta.
Zanim odłożysz to na styczeń
W październiku na pewne rzeczy jest już późno.
Ale jest gorsza wiadomość: na część z nich było późno już w styczniu. Bo jeśli przez cały rok wystrzelałeś się z promocji na każdą możliwą okazję – dzień kota, dzień psa, dzień marynarza i wszystko pomiędzy – to na listopad zostaje Ci gwiazdka i mały druczek. Nie dlatego, że zabrakło pomysłów, tylko dlatego, że zabrakło miejsca w cenniku.
➡️ Checklista na kolejny rok
Jeśli teraz szyjesz na kolanie, potraktuj to jako lekcję na przyszły rok i zapisz sobie na styczeń sześć rzeczy:
🔹 Sufit rabatowy: maksymalna obniżka per kategoria i liczba okien promocyjnych w roku.
🔹 Kalendarz promocyjny na cały rok, ze świadomie pustymi miesiącami. Puste miejsca są równie ważne jak zajęte.
🔹 Cena minimalna per produkt, liczona od marży po wszystkich kosztach, a nie od ceny katalogowej.
🔹 Lista produktów, które nie schodzą z ceny nigdy. Zwykle to te, które i tak się sprzedają
🔹 Baseline cenowy pod Omnibus, żeby w październiku nie kombinować z punktem odniesienia.
🔹 Plan stocku pod te okna, żeby nie wyprzedać bestsellera w pierwszą godzinę.
Bo Twoja wiarygodność na Black Friday nie zależy od kreacji, banera ani wielkości procenta. Zależy od tego, co robiłeś z cenami przez ostatnie dwanaście miesięcy. Klient sprawdzi to w dwa kliknięcia, a UOKiK w jedno.
Najlepsze listopady mają marki, które w listopadzie nie muszą już podejmować żadnych trudnych decyzji. Wszystkie zapadły wcześniej. Zostaje im tylko patrzeć, czy liczby się zgadzają.
Bo klient już teraz szuka, porównuje i układa swoją listę zakupów. Zadbaj o to, żeby na tej liście znalazła się Twoja marka. Resztę ogarnij wcześniej — w listopadzie będzie już czas tylko na realizację planu.

![Mem o promocjach z drobnym druczkiem: mężczyzna uśmiecha się na widok hasła "50% off everything online and in store!", a po dopisaniu "[Up to]" przed rabatem jego mina zmienia się w rozczarowanie](https://mta.digital/wp-content/uploads/2026/09/image_54_1_1_edited_0dc4eefc-4bf9-420d-ba16-1c4b68ccf81f.jpg)


